„Włączcie nam kontrolę rodzicielską”. Dlaczego piętnastolatki się poddały?

Od ośmiu lat pomagamy nastolatkom spisywać „kodeks drogowy” dla smartfonów. W tym roku podstawowym pomysłem piętnastolatków była regulacja czasu online przez rodziców. „Niech założą kontrolę rodzicielską”. Dlaczego nas to martwi?

Prawo Jazdy Smartfonem

W ubiegłym tygodniu dzień po dniu prowadziłyśmy w szkołach ponadpodstawowych zajęcia „Prawo Jazdy Smartfonem”. To nasz warsztat flagowy, przez który przeszło już grubo ponad dziesięć tysięcy nastolatków. Jego ważną częścią jest wspólne wypracowywanie zasad zdrowego korzystania ze smartfona, zasad, których nikt dotąd nie spisał. Młodzież tworzy coś w rodzaju kodeksu ruchu drogowego dla smartfonów.

Warsztaty mają charakter profilaktyczno-diagnostyczny. Od 2018 roku zbieramy i dokumentujemy to, co wypracowują kolejne roczniki, więc po ośmiu latach możemy je ze sobą porównywać. Przyjeżdżając do szkół z zewnątrz, często dostrzegamy też rzeczy i zmiany, które umykają osobom pracującym z młodzieżą na co dzień. W tym roku zobaczyłyśmy coś, co naprawdę nas zaniepokoiło.

Pustka w oczach

Rodzice pojawiali się w tych kodeksach od początku, zarówno u szóstoklasistów, jak i u uczniów szkół średnich. W ostatnim roku nastąpiła jednak zmiana jakościowa. Raz po raz padało hasło: niech rodzice włączą kontrolę rodzicielską.

Można by się ucieszyć, że młodzież oczekuje od dorosłych wsparcia, i rzeczywiście ta potrzeba się za tym kryje. Uderzyło nas jednak, z jaką przejmującą pustką w oczach to mówiono. Brzmiało w tym mniej więcej tyle: zrobiłem już wszystko i nic nie działa, potrzebuję czegoś z zewnątrz, co po prostu ułoży mi świat.

Niektórzy formułowali to bardzo restrykcyjnie: rodzice mają twardo odciąć pewne rzeczy i na tym koniec. Mówili tak piętnastolatkowie, a więc osoby, których systemy kontroli rodzicielskiej uznają za już niemal dorosłych.

Osiem lat temu brzmiało to inaczej

Potrzeba zaangażowania rodziców pojawiała się także w 2018 roku, ale w zupełnie innym kontekście. Młodzież w tym samym wieku pisała: porozmawiaj z rodzicami i ułóżcie razem plan. Rodzic miał być wsparciem i partnerem we wspólnym przedsięwzięciu.

Potem przyszła pandemia. Fundacja Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii jako pierwsza, i najprawdopodobniej jedyna, przez cały ten okres monitorowała stan zdrowia psychicznego młodzieży w Polsce w dużych badaniach przekrojowych. Wyłaniał się z nich gorzki komunikat pod adresem dorosłych: nie możemy na was liczyć, bo sami nie radzicie sobie z rzeczywistością, a technologia nas przytłacza.

Kiedy w przerwach między kolejnymi falami zamknięć wracałyśmy do szkół, słyszałyśmy to wprost. Jedna z nas prowadziła wtedy zajęcia w poznańskim liceum i usłyszała od uczniów: „Przecież to wy, dorośli, wtłaczacie nas w technologię”.

Mamy rok 2026. Piętnastolatkowie mówią dziś: nic się nie da zrobić.

Dobre pomysły i jedno słowo: rezygnacja

Nie znaczy to, że młodzieży brakuje pomysłów. W wielu grupach pojawiały się bardzo trafne intuicje. Znajdź kogoś, z kim zaczniesz uprawiać sport albo rozwijać wspólną pasję, i motywujcie się nawzajem – tę radę z pełną powagą uważamy za znakomitą. Ucz się razem z kimś, żeby się zmobilizować i nie traktować sztucznej inteligencji jak protezy, która odrabia lekcje za ciebie.

Jednak najczęściej pojawiało się rozwiązanie: niech rodzice założą kontrolę rodzicielską. Gdybyśmy miały ująć tegoroczne obserwacje jednym słowem, byłaby to rezygnacja. Widać ją było w wypowiedziach tych młodych ludzi i w całej ich postawie.

Bieg bez płotków

Sądzimy, że w dużej mierze jest to skutek tego, co my dorośli im zafundowaliśmy – zaznaczmy od razu, w najlepszej wierze. Pomysły na reformę edukacji bywają różne, ale często sprowadzają się do szkoły bez stresu i opacznie rozumianej empatii, która usuwa z drogi młodego człowieka wszelkie przeszkody.

Dorastanie przypomina bieg ku dorosłości. Kiedy jako rodzice i nauczyciele zdejmujemy z trasy kolejne płotki, młodzi nie mają szansy zbudować mięśni ani nabrać siły. Tracą przy tym poczucie sprawczości, czyli przekonanie, że mogą samodzielnie zrobić dla siebie coś dobrego.

Stąd bierze się prośba: znajdźcie nam zajęcia dodatkowe i załóżcie kontrolę rodzicielską, żebyśmy nie ulegali tak bardzo światu wirtualnemu. Brakuje w niej myśli, że moja wolność zależy ode mnie.

Wyuczona bezradność od metropolii po szkołę gminną

Z naszym Prawem Jazdy Smartfonem docieramy zarówno do dużych miast, jak i do małych miejscowości. Wszędzie spotykamy to samo przekonanie: niewiele mogę zrobić. Psychologia nazywa to wyuczoną bezradnością. Dlatego za podstawowe zadanie dorosłych uważamy dziś pomoc młodzieży w odzyskaniu poczucia sprawczości.

Tydzień retro zamiast plakatu

Pierwszy pomysł, który chcemy wam podsunąć, dotyczy szkoły. Młodzież potrzebuje przestrzeni, w której od niej zależy, jak coś zorganizuje i w której ponosi za to odpowiedzialność. Musi przy tym czuć, że zadanie jest ważne. Jeśli wyczuje, że dorośli litują się nad nią i dlatego dają jej zadania na poziomie przedszkola, efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Takim przedszkolnym zadaniem jest dla szesnastolatka polecenie: narysujcie plakat wyrażający solidarność z cierpiącymi mniejszościami.

Wyobraźmy sobie inne polecenie: zorganizujcie tydzień retro, podczas którego szkoła będzie funkcjonowała tak jak za czasów waszych dziadków albo rodziców. Z atrakcjami w stylu vintage, być może z dniem sportu, na którym konkurencje wymyślają sami uczniowie. Dniem majsterkowania, dniem planszówek, robótek ręcznych, słuchania muzyki z gramofonu… I z własnym budżetem.

Dlaczego pieniądze ze składek klasowych zawsze wydają dorośli? Zbieramy, idziemy do kina, a nawet film wybierają dorośli, kierując się tym, co ich zdaniem młodzież powinna zobaczyć. Tymczasem uczniowie, mając budżet i jasno określony cel, mogą stworzyć własną wizję: sprawimy, że przez trzy dni cała szkoła poczuje, jak wyglądała nauka w latach dwudziestych ubiegłego wieku albo w latach siedemdziesiątych, w dzieciństwie słynnego pokolenia X, czyli nas samych.

Odwaga, by pozwolić im się potknąć

Takie przedsięwzięcie wymaga odwagi także od nas. Musimy pozwolić młodym zmierzyć się z rzeczywistością, samodzielnie myśleć i znosić krytykę, bo przecież nie wszystko od razu się uda. Największym sukcesem tygodnia retro, a nawet jednego takiego dnia, byłaby myśl, która zakiełkuje w młodych głowach: to był naprawdę wyjątkowy czas, może warto, żeby coś z niego zostało z nami na dłużej. Właśnie tak wychodzi się z rezygnacji.

Paradoksalnie prowadzi do tego stawianie wymagań. Chroniąc dzieci przed trudem, nieświadomie odbieramy im szansę na odnalezienie sensu w tym, co robią, a zwłaszcza sensu własnego, niepowtarzalnego wysiłku.

Rozmowa po wpadce

Wpadki zdarzą się na pewno. Uczniowie dostaną budżet, a potem okaże się, że coś kosztuje znacznie więcej, niż sądzili, i nie kupią wszystkiego, czego potrzebowali. Dlatego tak ważne jest podsumowanie po zakończonym przedsięwzięciu. Nie może ono polegać na wyliczaniu, co się nie udało, ani na głaskaniu po głowie i zapewnianiu, że to cudowne, że w ogóle coś zrobili.

Warto najpierw wyraźnie zauważyć i pochwalić ich sprawczość: mieli inicjatywę, wymyślili projekt i doprowadzili go do końca. Potem można wspólnie się zastanowić, czego nauczyła ich np. wpadka z budżetem i jakie wnioski z niej płyną.

Przy okazji uczymy zdrowego stosunku do porażki. Przestaje ona być dowodem na to, że jestem beznadziejny i nic nie potrafię. Staje się lekcją, po której pewne rzeczy będą dla nas oczywiste, na przykład to, że przed ułożeniem budżetu warto sprawdzić ceny w internecie. Szacunek dla zaangażowania młodzieży jest tu niezbędny, trzeba jednak uważać, by nie pomylić go z pobłażliwością.

Wolontariat za punkty

Ogromne poczucie sprawczości daje młodym ludziom wolontariat. W większości szkół bywa on jednak traktowany jako środek do celu: uczniowie angażują się, bo dostają za to punkty. To słaba motywacja, a sensu samej pracy często w ogóle nie dostrzegają. Same bardzo zachęcamy do wolontariatu, warto jednak zapytać, czy młodzież mogłaby sama znaleźć obszary, w których chce działać, bo uważa je za ważne.

W logoterapii mówi się, że sensu nie da się nikomu nadać. Można go jedynie pomóc odkryć, a odkrywanie jest podróżą. Dlatego narzucony wolontariat tak często ponosi porażkę. Nawet jednorazowa akcja jest tylko fragmentem większej całości: tego, kim młody człowiek chce się stać i jakich wyborów chce w życiu dokonywać.

Sztuczna inteligencja, czyli pokusa skrótu

Drugi pomysł wiąże się z nowym elementem naszego warsztatu, czyli zmaganiem się ze sztuczną inteligencją. Młodzież doskonale rozumie, że jeśli zaczniemy traktować AI jak protezę, która wykonuje coś za nas, z czasem stracimy zdolność robienia tego samodzielnie. Jednocześnie czuje się wobec tego bezradna. Jej rady sprowadzają się do zaciśnięcia zębów: myśl sam, po prostu z tego nie korzystaj. A przecież, jak przyznają sami uczniowie, poproszenie chatbota o napisanie wypracowania jest wygodniejsze i przez to ogromnie kuszące.

Ciekawy był też przebieg dyskusji. Pierwsza odpowiedź znowu szła na skróty i znowu zdradzała brak poczucia sprawczości: w takim razie idź na korepetycje. Dopiero po chwili rozmowy ktoś zauważał, że przecież może poprosić kolegę z klasy albo kogoś ze starszego rocznika, kto zna się na temacie, żeby mu wytłumaczył.

Tatry zamiast Beskidów

Przychodzą nam tu na myśl górskie szlaki. W Tatrach trudno o skróty, bo zejście ze szlaku wymaga odpowiednich uprawnień. W Sudetach czy Beskidach szlak często przecina jednak leśna droga, która prowadzi zakosami, o wiele łagodniej. Sam szlak tymczasem skręca na głazy i kamienie albo przez potoki wezbrane po deszczu. Wymaga zaangażowania ciała i głowy, bo na każdym kroku trzeba uważać, gdzie się stawia nogę. Trzeba też po prostu chcieć dojść do celu.

Wolałybyśmy więc wypuszczać młodzież w metaforyczne Tatry niż w Beskidy. Beskidy z łagodnym szlakiem przez las to poziom szkoły podstawowej.

Technologii nie wyrzucimy przez okno

Ci, którzy nas znają, wiedzą, że nie namawiamy do pozbywania się technologii. Właśnie dlatego przygotowujemy poradnik dla rodziców „Jak rozmawiać z dzieckiem, które »zna się na AI« lepiej niż Ty?”. Chcemy w nim pokazać, jakie możliwości daje sztuczna inteligencja i jak z niej korzystać, żeby nie stała się protezą.

Wciąż zbieramy fundusze na jego wydanie: zrzutka.pl/seuwya. Liczy się każde dziesięć złotych. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierają i udostępniają nasze materiały.

Dzieci potrzebują od nas wsparcia, ale takiego, które nie zwalnia ich z wymagań. Potrzebują dorosłych, którym starczy odwagi, by pozwolić im dojrzeć. Życzymy wam wytrwałości w codziennych spotkaniach z wyzwaniami.

Authors

  • Bogna Białecka

    psycholog, publicysta, wykładowca, żona, matka czwórki dzieci, trener umiejętności komunikacyjnych. Autorka szeregu książek psychologicznych dotyczących wychowania i relacji, współtwórca portalu dla młodzieży www.pytam.edu.pl ukierunkowanego na kompleksową profilaktykę uzależnień i zachowań ryzykownych.
    Prezes Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii Współtwórca portalu edukacyjnego dla młodzieży PYTAM.EDU.PL oraz portalu dla rodziców RODZICE.CO​

    View all posts
  • Aleksandra Gil

    Jestem logoterapeutą, profilaktykiem (akredytacja Instytut Victora E. Franka w Wiedniu, certyfikat Archezja), trenerem profilaktyki zdrowia psychicznego i wiceprezesem Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii. Specjalizuję się w edukacji dotyczącej zachowań ryzykownych młodzieży związanych z technologią. Prowadzę warsztaty dla rodziców, nauczycieli i młodzieży oraz angażuję się w kampanie społeczne, pisząc książki m.in.: "Jak pomóc dziecku w CYBERPUŁAPCE. Poradnik dla rodzicowi", Dzieci w Wirtualnej sieci. Mini-poradnik dla rodziców" oraz artykuły o zdrowym rozwoju psycho-fizycznym. więcej na www.edukacja-zdrowotna.pl

    View all posts