„Tato, jeszcze chwilę!” – jak zadbać o higienę cyfrową i ograniczyć dziecku czas przed ekranem?

Mama i dzieci na plaży bez smartfonów

Rozmowa z Januszem Wardakiem – ojciec 10 dzieci, zdradza jak wyrwać młodych z niewoli ekranów

Ile czasu przed ekranem to za dużo dla dziecka? Janusz Wardak, twórca „Rodzinnej diety cyfrowej” i ojciec dziesięciorga dzieci, wyjaśnia, jak ustalić zasady higieny cyfrowej w domu, dlaczego kontrola rodzicielska jest niezbędna i jak umowy między rodzicami pomagają odłożyć smartfony – praktyczny poradnik dla rodziców na wakacje i nowy rok szkolny.

Wakacyjna scena, którą zna chyba każdy rodzic. Tata wychodzi z domu, ciągnąc za rękę dziewięcioletnią córkę. Na placu czekają już dzieci, jest słońce, są zabawy. A córka zapiera się z całych sił: „Tato, jeszcze nie! Jeszcze chcę coś obejrzeć!”. Tata odpowiada spokojnie: „Oglądałaś 45 minut. To już wystarczająco”.

To historia, od której zaczęłam rozmowę z Januszem Wardakiem – autorem książki „Rodzinna dieta cyfrowa”, twórcą warsztatów i aplikacji Dieta Cyfrowa, a przede wszystkim ojcem dziesięciorga dzieci, który wszystko, o czym mówi, przetestował na własnej rodzinie.

Ile czasu przed ekranem dla dziecka to sukces?

Ola Gil: Co my, rodzice, możemy robić, żeby wspierać dziecko w rozwoju i budować w domu zasady higieny cyfrowej?

Janusz Wardak: Zacznę od tego, że te 45 minut to trochę za dużo, ale jeśli czas był tak precyzyjnie określony, to znaczy, że w tej rodzinie funkcjonują konkretne zasady. I to jest już ogromny plus. Wiemy przecież, że średni czas korzystania z ekranów jest znacznie dłuższy, a w wakacje bywa, że dzieci spędzają przed nimi całe dnie. Ten tata był świadomy – specjalnie wyciągał córkę na zewnątrz, miał plan.

I to jest właśnie pierwsza rzecz: muszą istnieć zasady korzystania z ekranów. Wszystkie narzędzia – techniczne czy wychowawcze – muszą się na czymś opierać. Co ciekawe, zasady w rodzinie działają zazwyczaj mocniej niż autorytet rodzica, który po prostu mówi: „zrób tak”. Zamiast wykłócać się z dzieckiem za każdym razem – „już wyłącz, bo za dużo” – znacznie skuteczniej jest ustalić na przykład: jeden odcinek przed południem, drugi po południu. Łącznie pół godziny, u starszych godzina.

Powiem szczerze: lepiej, żeby to były nawet dwie godziny – choć to bardzo dużo – niż codzienne przepychanki. Bo takie wykłócanie się, po pierwsze, jest bardzo trudne do wyegzekwowania. W momencie, gdy rodzic spuści dziecko z oka, robi się z tego pięć godzin. Po drugie, psuje relację dziecka i rodzica. A przede wszystkim nie uczy dziecka najważniejszego: że to nie jest arbitralna decyzja rodzica, tylko że są rzeczy, których może być za dużo – i dlatego trzeba je regulować.

Dlaczego kontrola rodzicielska na telefonie dziecka jest niezbędna?

A druga rzecz?

Jeśli dziecko – nie daj Boże, w tym wieku, czy nawet później – ma smartfona, absolutnie niezbędne jest zainstalowanie kontroli rodzicielskiej. Rodzice w niezrozumiały dla mnie sposób tę kwestię pomijają albo zaniedbują. Badania dotyczące dzieci w wieku szkoły podstawowej, 7–14 lat, pokazują, że gdy pytamy dzieci, czy czują, że działa jakaś kontrola – konkretnie filtry treści – większość odpowiada, że nie. A jeśli dzieci nie czują limitów, to znaczy, że te limity po prostu nie działają.

Ola Gil: Mam podobne doświadczenie. Pracując z Bogną z młodzieżą ze szkół średnich, słyszałyśmy, że w podstawówce rodzice mieli jeszcze włączoną kontrolę rodzicielską – i że to bardzo pomagało. Ale młodzi podkreślali coś jeszcze: wsparciem było nie samo włączenie kontroli, ale to, że rodzice patrzyli, co się dzieje, i rozmawiali. Ile czasu spędzasz i dlaczego? Co cię tam przyciąga? Co niepokojącego cię spotkało? Tyle że na kilkanaście tysięcy młodych osób, z którymi pracowałyśmy, takich przypadków było dosłownie kilka. To może 1% wszystkich.

Janusz Wardak: No właśnie. A problemem są – mówiąc eufemistycznie – „filmy dla dorosłych”. Dzieci często trafiają na nie przypadkiem, ale to ma swoje konsekwencje. Schemat jest prosty: klikam coś, nudzę się, mam dużo czasu, nie mam filtra – i trafiam. To ogromna odpowiedzialność rodziców. Toczą się różne programy rządowe i bardzo dobrze, ale jeśli rodzic nie będzie nad tym czuwał, zwłaszcza przy młodszych dzieciach, nic z tego nie będzie.

Ze starszymi to inny temat – jeśli nadzór miałby być jedynym narzędziem gdzieś od siódmej klasy, jesteśmy skazani na porażkę, bo nastolatki mają tyle możliwości obejścia ograniczeń, że robi się to bardzo trudne. Ale u młodszych, jeśli działa kontrola plus rozmowa plus zasady, dzieci wchodzą w cyfrowy świat ze świadomością, że to świat z pewnymi ryzykami. Trochę jak zasady ruchu drogowego: nie biegamy po ulicy, nie wchodzimy na jezdnię, kiedy mamy ochotę. Wszyscy tego dzieci uczą i nikt się nie dziwi. To jest dokładnie to samo – tylko zasady ruchu drogowego są dla wszystkich oczywiste, a te cyfrowe jeszcze nie są. A powinny być.

Aplikacja, z którą można porozmawiać jak z książką

Ola Gil: Stworzyłeś aplikację Dieta Cyfrowa – warto podkreślić, że w standardowej wersji jest bezpłatna, można mieć też wersję Pro. Jakie są jej kluczowe narzędzia? Bo my, rodzice, często wycofujemy się z tej aktywności – za dużo aktualizacji, informacji, co chwilę coś nowego.

Janusz Wardak: To prawda. Pierwsza funkcja to przełożenie treści mojej książki „Rodzinna dieta cyfrowa” na możliwość rozmawiania z nią w formie czatu AI. Rodzic może zadać dowolne pytanie z tego obszaru i dostaje spójne odpowiedzi. Bo dzisiejszy problem jest taki, że rodzice w większości już nawet nie googlują – pytają Chata GPT. I dostają bardzo różne odpowiedzi, na dodatek utrzymane w dość liberalnym głównym nurcie. Na przykład kwestia odsuwania w czasie zakupu smartfona wcale nie jest tam przedstawiana jako oczywista. Sam, pracując z AI, cały czas musiałem korygować zdania typu: „ekrany same w sobie nie są problemem”, „zakazy to dopiero potem”. A faktem jest, że pewne granice trzeba stawiać bardzo zdecydowanie.

Druga rzecz – też w części bezpłatnej – to moim zdaniem jedno z kluczowych narzędzi dzisiaj: możliwość tworzenia kontraktów/porozumień między rodzicami. Grupa rodziców dzieci, które się znają – na przykład na wyjeździe wakacyjnym – umawia się na wspólne zasady. Nie dajemy dzieciom smartfonów na wyjazd. Albo: wszyscy mają te same stałe zasady. Albo: u wszystkich instalujemy kontrolę rodzicielską.

Ola Gil: To odpowiedź na to, o czym mówiłyśmy z Bogną! Organizujemy dzieciom ognisko, wspólne nocowanie w ogrodzie – i przychodzą zaproszone dzieci, które ledwo miną bramę naszego ogrodu, włączają smartfony. Bo właśnie skończyły się limity ustawione przez ich rodziców i teraz „można”.

Janusz Wardak: Dokładnie. Stosujemy to w szkołach i uzyskujemy naprawdę bardzo dobre wyniki. W jednej ze szkół tylko 1/3 uczniów klas 4–8 w ogóle ma smartfony – podczas gdy zwykle około czwartej klasy następuje już całkowite „wysycenie”. Więc to jest możliwe.

I moim zdaniem to jedyny sposób, żeby przełamać tę powszechną niemoc: „wszyscy już mają”, „u nikogo nie ma zasad”, „wszyscy w to grają”. Co ważne – na taką umowę nie muszą się zgodzić wszyscy rodzice w grupie. Przekonajcie część, choćby jedną czwartą – i już jest grupa. Twoje dziecko, jeśli jesteś zdeterminowany, żeby tego dopilnować, nie będzie już miało argumentu, że jest „jedyne”. Może nawet powstanie podgrupa dzieci „niesmartfonowych”, która będzie miała pomysły na zabawy niesmartfonowe.

Bo czasami ten argument o byciu jedynym jest naciągany, ale w pewnym momencie dziecko naprawdę zostaje jedyne bez smartfona – i nie wie, o czym rozmawiać z kolegami, skoro jedynym tematem jest TikTok albo aktualna gra, jakiś Brawl Stars. To bardzo, bardzo ważne.

Nie ma hiperaplikacji. Jest projekt

Czyli jedna aplikacja rozwiąże wszystkie problemy?

Trzeba ten temat odczarować: nie ma prostych rozwiązań, jeśli chodzi o dietę cyfrową. Myślenie, że włączenie płatnej 'hiperaplikacji’ rozwiąże wszystkie problemy, jest iluzją i nie wiem, czy kiedykolwiek będzie. To rzecz złożona i trzeba ją traktować jak projekt.

Ale popatrzmy: ludzie skutecznie realizują projekty diety zdrowotnej czy programy treningowe krok po kroku. Człowiek, który w ogóle nie biega, jest w stanie przygotować się do maratonu. To podobny proces – złożony, ale absolutnie realny. Tylko nie da się tego zrobić jednym skokiem.

I mogę powiedzieć – nie tylko z doświadczenia naszej rodziny, znamy wiele rodzin – że mimo różnych trudności te zasady naprawdę się sprawdzają. Mamy jakieś boje, jakieś porażki, dzieci coś tam jednak obejrzały. Ale generalnie mamy poczucie, że to my panujemy nad ekranami w naszym domu – a nie ekrany nad domem. Jest mnóstwo alternatyw, rzeczy nieekranowych: książki, zabawy, wyjścia na dwór, inne dzieci. Ekrany zajmują malutki wycinek dnia – nawet jeśli trochę za duży, to wciąż wycinek.

I jeszcze jedno chcę podkreślić, bo niektórzy rodzice mają kompleksy, że stawianie granic to jakieś „średniowiecze”. Otóż nie – to my jesteśmy awangardą. Dzisiaj postęp polega na tym, żeby nad tym panować. Smartfony w ogóle nie są urządzeniami przeznaczonymi dla małych dzieci. Podejrzewam, że za jakiś czas będziemy o tym rozmawiali jak o pewnym błędzie historycznym – tak jak kiedyś w sklepach obuwniczych stały maszyny, które promieniami rentgena prześwietlały dzieciom stopy, żeby sprawdzić, czy buty dobrze leżą.

Poczekajcie, to nie wszystko!

Jak usłyszeliście – to jest pierwszy krok. Może nawet skok. Ale jest możliwy.

Aplikację Dieta Cyfrowa można pobrać bezpłatnie zarówno z App Store, jak i z Google Play.

Macie pytania, wątpliwości, spostrzeżenia? Piszcie do nas przez Messengera lub na adres mailowy, który znajdziecie na stronie rodzice.co. Gdy zbierze się grupa pytań, zaprosimy Janusza Wardaka ponownie – już w sierpniu – i zrobimy podsumowanie: jak mądrze wkroczyć w nowy rok szkolny.

Prosimy też o wsparcie. Przygotowujemy nowy poradnik dla rodziców o tym, jak radzić sobie z wyzwaniem, jakim jest sztuczna inteligencja i sposób, w jaki korzystają z niej nasze dzieci – bo to, że korzystają powszechnie, nie ulega już wątpliwości. Możecie dorzucić się do wydania poradnika tutaj: zrzutka.pl/seuwya

A tymczasem – niezależnie od tego, czy polskie lato serwuje 30 stopni, czy 18 – zapraszamy dzieci (i siebie) jak najczęściej na świeże powietrze.

A jeśli wolisz słuchać, posłuchaj naszego wywiadu: Jak wyrwać dziecko z niewoli ekranu? Janusz Wardak wyjaśnia, jak wprowadzić zasady higieny cyfrowej w domu, jak działa kontrola rodzicielska i dlaczego warto odłożyć smartfon.

Autor

  • Aleksandra Gil

    Jestem logoterapeutą, profilaktykiem (akredytacja Instytut Victora E. Franka w Wiedniu, certyfikat Archezja), trenerem profilaktyki zdrowia psychicznego i wiceprezesem Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii. Specjalizuję się w edukacji dotyczącej zachowań ryzykownych młodzieży związanych z technologią. Prowadzę warsztaty dla rodziców, nauczycieli i młodzieży oraz angażuję się w kampanie społeczne, pisząc książki m.in.: "Jak pomóc dziecku w CYBERPUŁAPCE. Poradnik dla rodzicowi", Dzieci w Wirtualnej sieci. Mini-poradnik dla rodziców" oraz artykuły o zdrowym rozwoju psycho-fizycznym. więcej na www.edukacja-zdrowotna.pl

    View all posts