fbpx

Detoks cyfrowy? Jak najbardziej!

Z Ewą Werstak-Mościcką*, psychologiem, psychotraumatologiem, terapeutą EMDR – o detoksie cyfrowym, przebodźcowaniu i rozwoju nastolatków – rozmawia Ola Gil.

Ola Gil: Nałogowe korzystanie z nowych technologii, tzw. wysokich, jest tak samo niebezpieczne jak inne uzależnienia behawioralne, które potrafimy zdiagnozować, np. pracoholizm, zakupoholizm, hazard. Uzależnienia sprawiają, że tracimy kontrolę nad sobą, niszczymy siebie, swoje życie, ale też życie najbliższych. Choć uzależnienia – od substancji i behawioralne – dotyczą wszystkich grup społecznych, jednak młodzi ludzie są bardziej narażeni na ich destrukcyjne działanie.

Ewa Werstak-Mościcka: W ogólnie przyjętych klasyfikacjach, mówiąc o uzależnieniach behawioralnych, mamy na myśli tylko uzależnienie od hazardu. Pozostałe uzależnienia nie zostały jeszcze oficjalnie wciągnięte na listę ICD -10 (Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób – przyp. red) czy DSM-5 (Klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego – przyp. red). Natomiast problemy dostrzeżono i obecnie trwają badania nad uzależnieniem od internetu i osobno od gier internetowych. Wciąż mamy za mało danych i statystyk, żeby można było oficjalnie nadać tym uzależnieniom oznaczenia lekarskie. Jak najbardziej jednak pewne zachowania związane z internetem, grami internetowymi czy mediami społecznościowymi mogą być nazwane uzależnieniem czy zaburzeniem. W konkretnych przypadkach potrzeba właściwego rozeznania.

Czy może Pani wyjaśnić neurobiologiczny mechanizm uzależnień? Dlaczego tak jest, że młode osoby są bardziej narażone na uzależnienia?

Jeśli chodzi o młodych ludzi i uzależnienia, to – z neurologicznego punktu widzenia – musimy najpierw wspomnieć o przebudowywaniu się mózgu nastolatka. Do niedawna naukowcy twierdzili, że różne „dziwne” zachowania młodego człowieka są konsekwencją burzy hormonów. Okazuje się że nie tylko. Burza hormonów też występuje, natomiast dużo ważniejszy jest fakt, że mózg nastolatka bardzo intensywnie się przebudowuje. On – można powiedzieć – tworzy się na nowo. Z tego powodu nastolatek ma wydajność emocjonalną czy empatyczną na poziomie 1/3 mózgu dorosłego człowieka, co może powodować różne kłopoty związane np. z komunikacją.
Gorąco polecam książkę „Burza w mózgu nastolatka”, gdzie zmiany te są opisane przystępnym językiem, zarówno dla dorosłych jak i dla młodzieży. Książkę może czytać jednocześnie rodzic i jego dziecko. To, co się dzieje w mózgu, powoduje, że nastolatek domaga się bodźców, potrzebuje eksplorować świat i niekoniecznie przyjmuje wiedzę dorosłych. Będzie do niej podchodził z nieufnością. W tym czasie mózg obejmuje swoją percepcją tylko to, co jest niezbędne, by funkcjonować i żyć. To jest czas, kiedy nastolatki myślą, że są nieśmiertelne. Nie rozumieją, że są narażone na ryzyko. Nie odczuwają, iż może im się coś złego przydarzyć. Jednocześnie musimy pamiętać o istocie tego czasu – jest on im niezbędny do rozwoju. Dzięki temu będą mogli „popychać świat do przodu”. Nie zgadzając się na prawdy oczywiste, doświadczając zmian, które się w nich dzieją, znajdą nowe rozwiązania starych problemów. By zobrazować to, co się w nich dzieje, można powiedzieć: młodzież „idzie na barykady”, mężczyźni z trójką dzieci nie będą „szaleć”.

Jak to się przekłada na kwestię uzależnień?

Ze względu na przemiany w mózgu, nastolatek ma ograniczoną perspektywę. Uważa, że umie wszystko najlepiej, np. wsiada do samochodu, jedzie 150 km/h, choć ma dopiero 17 lat, a prawo jazdy posiada od miesiąca. W swoich oczach jest najlepszym kierowcą na świecie. Wydaje mu się, że wszystko ma pod kontrolą. Wiadomo jednak, że tak nie jest. Ograniczona perspektywa sprawia, że dużo prościej, łatwiej i chętniej podejmują działania ryzykowne. Potrzebuje motywacji, sprawdzenia się, nagrody, bodźców i stymulacji. Ciągłej stymulacji. Wchodzi więc w uzależnienia od środków psychoaktywnych czy uzależnienia behawioralne, które zresztą bazują na zbliżonych do siebie mechanizmach.

W związku z podejmowaniem ryzyka, motywacją, stymulacją i uzyskiwaniem nagrody nasz mózg wydziela tzw. hormon szczęścia – dopaminę. O ile płynie ona z naturalnych źródeł, w zdrowych ilościach, służy naszemu przetrwaniu. Natomiast w przypadku uzależnień – także behawioralnych, powiązanych z nowymi technologiami, następuje fizyczne zalanie dopaminą. Nasz mózg wtedy się broni…

Tak właśnie się dzieje. Niestety – jak zaznaczyłam – uzależnienia behawioralne są w świecie nauki wciąż traktowane po macoszemu. Wyjątkiem jest wspomniany hazard. Dlaczego? Ponieważ pociąga za sobą ogromne konsekwencje dla osoby grającej, jej rodziny i środowiska. Może doprowadzić do kolejnych uzależnień od substancji psychoaktywnych, np. wywołać alkoholizm. Może się wiązać z próbami samobójczymi, gdy osoba uzależniona od hazardu wpędziła siebie i rodzinę w długi, z których nie widzi drogi wyjścia. Mamy więc bardzo jaskrawe i tragiczne konsekwencje. Natomiast w przypadku innych uzależnień behawioralnych trwają wciąż dyskusje. Swego czasu była prowadzone sonda – pytano ludzi na ulicy, co myślą o uzależnieniu od internetu, telefonu komórkowego, jedzenia, seksu czy zakupów. Chodziło więc o dużą grupę uzależnień behawioralnych*. Ludzie uważali, że nie są one groźne i nie trzeba się z nich leczyć. Nie występują w związku z nimi wielkie zagrożenia. Rzadko się przecież zdarza, żeby ktoś uzależniony behawioralnie miał w sobie totalnie destrukcyjne zachowania. Oczywiście, są znane przypadki śmierci po kilkunastogodzinnym graniu w gry, z powodu zaniedbania swoich potrzeb fizjologicznych. Jest to jednak marginalny odsetek przypadków. Uznaje się więc, że nikt nie cierpi w tego rodzaju uzależnieniach. A w rzeczywistości bardzo cierpi. Ponieważ człowiek uzależniony wykonuje w sposób niekontrolowany określone czynności, które destrukcyjnie odbijają się na jego życiu ale także życiu bliskich.

Powiedziała Pani, że nastolatki zupełnie naturalnie szukają różnych bodźców. Nowe technologie dostarczają ich bardzo łatwo i bezproblemowo. W tym sensie nowe technologie wymagają rozważnego podejścia.

To prawda.

Mówimy coraz częściej o przebodźcowaniu. Dotyczy to także dorosłych, kiedy łapiemy się na tym, że korzystamy z dwóch albo trzech urządzeń naraz. Powiedzenie o grze na jednym fortepianie na cztery ręce, można zastąpić innym: jeden człowiek na trzech urządzeniach. Nie musimy szukać bodźców. One nas zalewają. Jako dorośli łatwiej sobie radzimy, gdy ich zabraknie. Tymczasem kiedy dziecku zabierzemy smartfon czy tablet i powiemy: „Przestań grać”, pojawiają się sygnały czy zachowania…

Odstawienne. Kiedyś nastolatek powiedział mi: „Z tym graniem jest jak z cukrem. Im więcej się go je, tym bardziej się go chce. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. To prawda: nastolatki potrzebują bodźców. Potrzebują się przebodźcować. Po prostu. Przebodźcowują się na absolutnie różne sposoby. Natomiast to dokładnie jest jak z cukrem Więcej bodźców za pierwszym razem sprawia, że następnym razem chcę ich jeszcze więcej i więcej po to, żeby w ogóle funkcjonować, realizować swoje potrzeby, coś przeżyć, mieć znajomych, poruszać się w świecie.

Czy mogłaby Pani podać przykłady zdrowego przebodźcowania, które będzie wspierało rozwój naszych dzieci?

Najpierw trzeba powiedzieć, że bodźcowanie w świecie wirtualnym, czyli w nowych technologiach jest bardzo łatwo dostępne dla młodych ludzi. Jest ono – żeby nikogo nie obrazić – „dla leniuszków”. Nie muszę nic robić. Wystarczy, że odpalę nową grę, ściągnę aplikację, obejrzę filmik na youtube, posłucham utworu muzycznego, założę kolejne konto czegoś tam…

Znajdują się dosłownie w zasięgu ręki, bez wysiłku…

Dlatego ten sposób bodźcowania nazwałam „dla leniuszków”. Najłatwiej do niego sięgnąć. Posługują się nim także rodzice, którzy w ten sposób przebodźcowują swoje dzieci. Tymczasem bodźce powinny płynąć z różnych obszarów życia – świata realnego i wirtualnego, wtedy ułatwiają dziecku harmonijny rozwój i adaptację w rzeczywistości. Niestety, wielu rodziców przechodzi od skrajności w skrajność. Albo jest smarfton i gra od 3 roku życia, co kończy się tym, że pewnego dnia budzą się z nastolatkiem, który jest nie taki, jaki im się wydawał. Albo próbują go tak przebodźcować, że on nie jest w stanie tego znieść: nauka pięciu języków, gra na skrzypcach, sporty wodne, korepetycje, etc. Zajmują młodemu człowiekowi czas od początku do końca dnia.

Dzieci narażone na mnogość bodźców skarżą się, że brakuje im nie tylko czasu, ale także siły, żeby odrobić zwykłe lekcje, chociaż bardzo by chciały.

Zgadza się.

A przecież potrzebują jeszcze odpocząć, zresetować się w zdrowy sposób po całym dniu.

Cóż, przebodźcowanie mają dostarczone, niestety wyskrajnione. Jeśli mamy do czynienia z małym dzieckiem, ono jeszcze będzie nas słuchało. Ale jeśli jest to nastolatek, może się zbuntować. I należy pamiętać – bardzo dobrze, że się nam buntuje. Bunt, nawet mały, jest potrzebny nastolatkowi do rozwoju i eksplorowania świata, kiedy może się sparzyć, doświadczyć, że coś wygląda inaczej, niż mu się wydawało. Rolą rodziców jest, żeby mu ten bunt umożliwić w poczuciu bezpieczeństwa, którego zresztą młody człowiek oczekuje. Rodzice są potrzebni nastolatkowi, żeby go akceptowali, zrozumieli i empatycznie podchodzili do różnych jego nowych, oryginalnych pomysłów. Dlatego tak ważne jest rozumienie mechanizmów rozwoju dziecka, związanych choćby z przemianami w mózgu. Rodzice muszą mieć świadomość, że kiedy wieczorem kładzie się spać znany im nastolatek, rano może się obudzić inny nastolatek. Zrozumienie i empatia dla tych zmian jest ze strony rodziców niezmiernie ważna.
Wracając do nowych technologii, musimy pamiętać, że nie powstanie już świat, w którym będziemy bez nich żyć. Chodzi więc o to, by wyrobić samemu sobie i pomóc dziecku w nabyciu właściwych wzorców funkcjonowania w świecie wirtualnym. Żeby nie przeniosło się tam całe życie nastolatka.

W trudnym czasie pandemii i zdalnej edukacji było to szczególnym wyzwaniem. Badania mówią, że młodzi ludzie spędzają w internecie od 2 do 8 (i więcej) godzin dziennie. Najdłuższy czas dotyczy prawie 13 % nastolatków. I oto zostali niejako na siłę wtłoczeni w zdalną edukację przez internet, spędzając w nim jeszcze więcej godzin.

Otrzymałam też sygnały, że dzieci biorą niby udział w lekcji, a w rzeczywistości grają na telefonie w gierki. Dobrze, by rodzice widzieli te problemy i adekwatnie reagowali.

Powiedziała Pani kiedyś, że z nastolatkiem nie budzimy się z dnia na dzień. W szpitalu, po porodzie, nie dostajemy od razu nastoletniego dziecka.

Chodzi w tym powiedzeniu o to, by rodzice byli świadomi kształtowania od samego początku dobrych nawyków u dziecka. Jeżeli wprowadzamy zdrowe założenia dotyczące np. korzystania z nowych technologii i konsekwentnie się ich trzymamy, dziecko doceni wartość konsekwencji. Będzie się czuło bezpiecznie w swoim otoczeniu. Pozna także, na czym polega dobra relacja między rodzicem a dzieckiem.

Kiedy pojawia się ten moment – rodzice często o to pytają, bojąc się, by czegoś nie przeoczyć – gdy korzystanie z nowych technologii, np. zwykła gra czy zaglądanie do mediów społecznościowych, przeistacza się w coś niebezpiecznego? Jakie są sygnały, że incydentalne, zdrowe zachowania przechodzą w uzależnienie?

Jeśli rodzic zobaczy, że dziecko nie ma żadnych innych zainteresowań, tylko świat gier, telefonu czy tabletu, spędzając tam dużo czasu, jest to poważny sygnał, by zareagować. Kluczowa jest uważność rodziców, by dostrzec moment, kiedy szala zaczyna się przechylać. Pytanie: ile czasu młody człowiek spędza przed komputerem czy w internecie, a ile czasu poświęca np. na piłkę nożną, realne kontakty z rówieśnikami, grę na skrzypcach czy naukę języka? To są subtelne sygnały, które uważny rodzic wyłapie. Tego rodzaju uważna profilaktyka rodzicielska powinna istnieć od bardzo wczesnego wieku, bo łatwość i atrakcyjność telefonu komórkowego dla dziecka 3 czy 4 letniego jest wielka.

Tym bardziej, że jest on intuicyjny. Wystarczy paluszkami dotykać ekranu.

Zobaczmy jednak co się dzieje. Rodzice chcą mieć często „święty spokój”. Cztery czy pięć la temu byłam z moimi dziećmi w Disneylandzie. Do różnych atrakcji trzeba było stać w długich kolejkach. Do niektórych czekaliśmy nawet 45 minut. Byłam w szoku, gdy zobaczyłam, że niemal wszyscy rodzice mają ze sobą tablety, na których dzieci grały, czekając na atrakcje. Nie przyszło mi do głowy, żeby idąc na karuzelę, wziąć ze sobą tablet. Nie wiedziałam, że dzieci będą stały w kolejce przez 45 minut. W tym czasie muszę je czymś zająć: rozmową, pójściem do toalety, kupieniem herbaty, czymkolwiek… Nie miałam świadomości, że tyle czasu się stoi i czeka. Inni rodzice byli na to przygotowani.

Miałam podobną obserwację, kiedy odbywałam autobusem podróż praktycznie przez całą Polskę. Często na autostradzie staliśmy w korkach. W ramach „zboczenia zawodowego” chciałam znaleźć jakiś samochód, w którym nikt „nie siedzi” w smartfonie, bądź tablecie. Był tylko jeden – na francuskich tablicach rejestracyjnych – pan prowadził, a pani miała rozłożoną przed sobą mapę. Przypomniałam sobie, że jako dziecko miałam do zabawy małe pudełko drewnianych klocków, którymi bawiłam się w trakcie podróży. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że współcześni rodzice, dzięki nowym technologiom, idą na łatwiznę i rozleniwili się…

Młodzi ludzie czerpią wzorce z dorosłych. Jeżeli my dla własnego spokoju puszczamy dzieciom wiele godzin bajek w samochodzie czy samolocie, to nie dziwmy się później, że po 3 czy 4 latach takiego funkcjonowania, chłopak czy dziewczyna, właśnie w świecie wirtualnym szuka atrakcji, spełnienia, znajomości, bezpieczeństwa. Bardzo trudno dostrzec rodzicom, czy ich dziecko jest uzależnione od nowych technologii, jeśli sami przez wiele godzin „siedzą” w telefonie albo przed telewizorem i mało czasu przebywają z nastolatkiem. A trzeba pamiętać, że nastolatek – nawet gdy nas odtrąca, bo jest w danym momencie zły – potrzebuje rodziców. Mózg młodego człowieka się przebudowuje. Jest on mniej empatyczny, trudniej czyta uczucia, łatwiej mu kogoś zranić, mimo że wcale nie ma takiego zamierzenia. Wcale nie chce być zły. On jest cały czas dzieckiem. Potrzebuje mamy, która powie dobre słowo, przytuli, wysłucha i nie będzie go krytykować czy karać np. zabieraniem telefonu komórkowego. Dorośli oczekują akceptacji. Tym bardziej potrzebują jej dzieci.

Kto trafia do Pani po pomoc: rodzice czy młodzi, sami szukają pomocy?

Zawsze rodzic musi przyprowadzić nastolatka, bo jest osobą niepełnoletnią. To z formalnego punktu widzenia. Natomiast w dużym stopniu trafiają do mnie nastolatki, ponieważ proszą rodziców o pomoc. Prowadzę też osoby dorosłe w terapii, które nie otrzymały należytej pomocy w przeszłości. Najczęściej jednak to nastolatki idą do rodziców i proszą, żeby coś zrobili. Aby nastolatek poszedł do mamy czy taty (i nie był to już krytyczny moment, w którym młody człowiek całym sobą woła, że jest źle a rodzice nie mogą nie widzieć problemu), musi się on czuć bezpiecznie już wcześniej. Musi mieć świadomość, że nawet jeśli warknie, skrzywi się, rodzice nie odwrócą się do niego plecami i nie powiedzą: spadaj! Nawet zwykłe przysiąście na brzegu łóżka, choć nastolatek powie: wynoś się, albo: nie chcę z tobą gadać, albo zakryje się kołdrą, nie znaczy, że on tak myśli. Można wtedy powiedzieć: „To mi jest potrzebne, żebym posiedziała przy tobie. Pozwól mi. Ja się nie będę odzywać. Po prostu chcę pobyć z tobą. Nie chodzi o to, że ty musisz być ze mną”. Na mojej stronie na facebooku – Pomoc Psychologiczna Somatis zamieściłam w czterech częściach opowiadanie napisane przez nastolatków o tym, jak oni widzą okres własnego buntu i jak postrzegają wtedy rodziców. Mimo że od lat pracuję z młodymi ludźmi, byłam zaskoczona głębią i niesamowitym rozeznaniem tematu w tym tekście. Tekst jest bez mojej cenzury, taki jak napisały go nastolatki – bez poprawek. Zachęcam do jego przeczytania, bo jego lektura może pomóc rodzicom otworzyć oczy i znaleźć odpowiedzi na pytanie: co nastolatek ma wtedy głowie i o czym myśli?

Jako rodzice, całym sobą kochajmy nasze dzieci i doceniajmy ten wiek, kiedy są małe i dorastają. Mamy wtedy szansę spędzić z nimi najwięcej czasu, bo lada moment wyfruną z domu. A ile z tego domu wyniosą, tak wielkie skrzydła będą miały na start w dorosłym życiu.

Ale też pamiętajmy, żebyśmy ich tymi skrzydłami nie przygnietli.

Podsumowując naszą rozmowę: detoks cyfrowy?

Jak najbardziej! I wyrobienie sobie po nim dobrych nawyków korzystania z technologii, która nas nie ominie i będzie pewnie z nami już zawsze. Chodzi także o detoks cyfrowy, który uświadomi rodzicom, jak wiele od nich zależy. To, czy sami zdrowo korzystają z nowych technologii, ma najlepszy wpływ na wychowanie dzieci.

* Ewa Werstak-Mościcka zajmuje się terapią młodzieży i dorosłych, którzy doświadczyli incydentalnej bądź długotrwałej traumy (aktualnie bądź w przeszłości), np. przemocy, porzucenia, zaniedbania, śmierci bliskiej osoby, wypadku, wykorzystania, gwałtu. Prowadzi terapię w nurcie integracyjnym z elementami technik poznawczo-behawioralnych. Jest terapeutą EMDR i psychoterapeutą w trakcie szkolenia. Ewa Werstak-Mościcka brała udział jako ekspert w ogólnopolskiej kampanii „Chroń dziecko”.

Bibliografia:

  • Richard J. Davidson, Sharon Begley, Życie emocjonalne mózgu, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2013
  • Daniel Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, Media Rodzina, 2012
  • Daniel J. Siegel, Burza w mózgu nastolatka. Potencjał okresu dorastania, Mind, 2016
  • Magdalena Rowicka, Uzależnienia Behawioralne. Terapia i profilaktyka, Krajowe Biuro do spraw Przeciwdziałania Narkomanii, Fundacja Praesterno, Warszawa 2015

redakcja Dariusz Hybel